Warto ratować do samego końca, nie poddawać się, nie przerywać resuscytacji, nawet jeśli od razu nie widzimy efektu naszych działań. Udzielając pierwszej pomocy należy prowadzić resuscytację tak długo, jak jesteśmy w stanie. Wbrew temu, co będą nam mówić pozostali świadkowie zdarzenia. Nie przejmujmy się nimi!

W takiej właśnie sytuacji, gdzie ludzie postronni mówili „przestań” a serce mówiło „działaj” znalazł się 51-letni  Bill Greenberg, nurkujący ze swoją żoną i trójką synów. Choć Bill i jego żona Hilary byli prawdopodobnie najbardziej doświadczeni z całej grupy nurków, nie udało im się uniknąć wypadku, który zapamiętają do końca swojego życia.

W trakcie przebywania pod powierzchnią w pewnym momencie silny nurt zepchnął grupę kilkanaście metrów od wyznaczonej trasy. Bill obejrzał się do tyłu oczekując, że Hilary wciąż tam będzie. Niestety zniknęła z jego oczu i nie wiadomo było, gdzie jest. Po krótkim poszukiwaniu nurkowie znaleźli kobietę wciąż przebywającą pod wodą, nieprzytomną, bez żadnej reakcji.

Tak szybko jak było to możliwe, została wydobyta na powierzchnię, później na łódź, gdzie rozpoczęła się dramatyczna walka o jej życie. Bill natychmiast rozpoczął resuscytację krążeniowo-oddechową wykonując naprzemiennie 15 uciśnięć klatki piersiowej i 2 oddechy ratownicze (przypominam, że obecnie stosunek uciśnięć do wdmuchnięć to 30:2).

Minuty mijały nieubłaganie a Hilary w ogóle nie reagowała na zabiegi resuscytacyjne męża. Zrezygnowani członkowie ekipy próbowali odwieść Billa od działań ratunkowych twierdząc, że nie mają one sensu. On jednak się nie poddawał choć miał świadomość, że nawet jeśli żona przeżyje, to mózg może być uszkodzony przez niedotlenienie.

Ponad 30 minut trwało dotarcie łodzi ratunkowej do miejsca wypadku, 10 minut transport do brzegu, gdzie Hilary, wciąż reanimowana, została przekazana zespołowi pogotowia ratunkowego. Po 3 dniach spędzonych na intensywnej terapii 49-letnia kobieta, matka trójki dzieci, została przetransportowana do specjalistycznego centrum rehabilitacji. Żyje. Ma się dobrze.

źródło: dailymail.co.uk